RSS
piątek, 03 lutego 2012
Co za tydzień

Nie cierpię poniedziałków i co poniedziałek utwierdzam się w tym przekonaniu coraz bardziej. Zima i syberyjskie mrozy niczego nie ułatwiają.

Zaspałam, a miałam być wcześniej w pracy-to tak na dobry początek. Potem coraz gorzej. W powrotnej drodze z przedszkola nasz kochany diesel odmówił nam posłuszeństwa, bo on z kolei nie cierpi mrozów około -20 stopni i zaczął zwalniać aż w końcu całkiem padł, na szczęście w pobliżu domu znajomych. W oczekiwaniu na posiłki i inne auto o mało nie zamarzłam.W pracy 85 nieprzeczytanych maili i lista zadań do zrobienia na już, na wczoraj, nie wiadomo co najważniejsze, do tego wiadomość dnia -jakieś nowe zadanie dla mnie, na które wcale nie mam ochoty...

Powrót do domu, a tutaj - dzieci przeziębione, nie nadające się do przedszkola bo Karolcia paskudnie kaszlała, a  nikt z nas nie mógł w tym tygodniu zostać z dziećmi w domu.Dobrze, że jest pani Beatka.Dzieci zawsze chorują w najmniej odpowiednim dla rodziców momencie.Generalnie może być tylko lepiej, zimniej już też nie będzie!

Chciałabym spędzać więcej czasu w domu, z dziećmi, kończyć pracę o 15 i być 15.10 w domu - o to by było coś. Albo gdyby chociaż te poniedziałki były ustawowo wolne od pracy...

00:22, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »