RSS
piątek, 12 listopada 2010
Bańka mydlana i czemu lody są zimne

Fajnie jest mieć wolny od pracy dzień i iść sobie w listopadowe cieplutkie popołudnie na spacer. Dziewczynki nadal utrzymują stan idealnej grzeczności ( poza tym , że chodzą niestety poźno spać i to mi się średnio podoba). Kiedyś, jak były malutkie spacery nie wyglądąły tak jak teraz - często coś im w wózku nie pasowało, płakały, marudziły, a teraz - śpiewają sobie piosenki, rozmawiamy sobie, żartujemy , takie 2.5 latki to już jest całkiem inna bajka.

Kiedyś śmialiśmy się z Maćkiem z odpowiedzi Oli na pytanie: kim chciałaby być jak będzie duża i uwaga - odp. brzmi : "bańką mydlaną" . Wpadlibyście na to? Bo ja absolutnie!  I ta bańka mydlana  stała się od dłuższego czasu jej ulubionym powiedzeniem.

Karolcia natomiast męczy nas pytaniami i o ile absolutnie niemęczącę jest odpowiedzieć mi na TO SAMO  pytanie powiedzmy 3 razy to 15 razy - na to samo pytanie już staje się monotematyczne, a ona...drąży dalej, jakby chciała usłyszeć chyba inną odpowiedź, bardziej jej pasującą, czy jak?

Dzisiaj pojechałyśmy sobie wózkiem na plac zabaw ( a to jednak nie jest od nas blisko) i stwierdziłam, że albo ja jestem za słaba i nie mam siły ani kondycji , albo one są już za duże na jazdę w podwójnym wózku w jesienno-zimowym ekwipunku typu kozaczki, grube kurtki itd. Na placu zabaw były też inne bliźniaki  - chłopcy - a jakże - w Bochni jest jakiś wysyp bliźniaków wg mnie i porozmawiałam sobie chwilkę z ich sympatyczną  mamą. Była zdziwiona, że dziewczynki mają tylko 2.5 roku, bo myślała, że są starsze od ich dzieci - 3-latków, a rzeczywiscie chłopcy byli znacznie niżsi i mniejsi generalnie. Poza tym wymieniłyśmy się poglądami, czy jest coraz lepiej czy coraz gorzej i tu ona mnie zaskoczyłą, bo twierdziła, że jak dla niej to coraz gorzej, jako że jej bliźniaki mają jeszcze 6-letniego brata "nauczyciela przewodnika" i w domu nie ma spokoju. Ja z kolei uważam, że dla mnie jest lepiej wraz z tym jak dziewczynki są starsze, bo coraz ładniej się sobą zajmuja i razem bawią i są z każdym dniem coraz bardziej samodzielne. Pani pytała mnie jeszcze czy są to nasze pierwsze dzieci, ja na to - że owszem i ostatnie, ona - standardowo jak 99 % ludzi w tej sytuacji , które już  posiadają lub jeszcze nie żadnych pociech :" proszę się nie zarzekać, ja też sę zawsze zarzekałam , że będę mieć 2 a mam 3 i teraz się już nie zarzekam wcale... "  Czyli , że nie ma nic przeciwko czwartemu potomkowi jakby co? O rany. Ja dalej obstaję przy tym, że człowiek ma tyle dzieci  ile chce , ile planuje, a jak nie chce - to nie ma i tyle ( no chyba , że przydarzy się ciąża mnoga i to nie w pierwszej ciąży, to wtedy punkt dla matki natury. W każdym razie nie planujemy więcej i tego się na dzień dzisiejszy trzymamy - jak będzie za 5 lat- ciężko dzisiaj powiedzieć ;-) ale myślę, że tak samo.

Po zaliczeniu placu zabaw dziewczyny zażyczyły sobie lody ( w listopadzie ;-) ) , bo wiedzą, że jest na przeciwko placu taki bardzo przyjemny coctail - bar. Elegancko i w skupieniu zajadały się jedną śmietankową gałką i Karolcia gdzieś w połowie konsumpcji, po dłuższych przemyśleniach chyba , na cały głos: " mama, a dlaczego lody są zimne??? "  Ja zaczęłam sie tam tłumaczyć jak potrafiłam, pani z sądziedniego stolika się tylko uśmiechnęła jak usłyszała, a ona dalej - dlaczego i dlaczego. Bo są w lodówce i już ;)

Podoba mi się to, że mogę sobie gdzieś sama z moimi córkami już pojechać, pójść - na lody, plac zabaw czy na zakupy i wiem, że jestem w stanie dać sobie sama radę, bo są na tyle rozumne i mądre, że spokonie można się z nimi dogadać ;-) , Nawet są grzeczniejsze jak nie ma tatusia,  czasami tak myśle. Bardzo lubię sobie z nimi sama gdzieś wychodzić. Na tych lodach to siedzą sobie zawsze spokojnie przy stole "jak ludzie ", nie kręcą się i nie wiercą tak jak kiedyś, nawet potrafią się już nie ubrudzić jak dzisiaj , tak że jest bardzo dobrze.

00:04, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »