RSS
poniedziałek, 12 marca 2012
Żegnając zimę

Żegnając zimę - wrzucam zdjęcia z pierwszej lekcji jazdy na nartach dziewczynek. Szło im bardzo dobrze, były chętne,nie marudziły, więc myślę, że w przyszłym roku będą z nami zjeżdżać.

 

 

 

 

00:00, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 marca 2012
Wiosennie

...ostatnio zaczęło się robić. Zauważyłam , że im jestem starsza, tym bardziej doceniam przedwiośnie, czyli  ten okres kiedy zima się kończy i każdy ma jej dość . Kiedyś czekałam tylko na lato, a teraz cieszę się już nawet bardzo wtedy, kiedy mogę schować zimowe buty i kurtki ( chociaż jeszcze nie schowałam), kiedy jest znacznie dłuższy dzień i nagle jest jasno jak wracamy z pracy i kiedy generalnie jest jakieś słońce, nie musi być od razu 30 stopni. Wtedy wszystko staje się o wiele bardziej proste i ma się wrażenie, że własnie skończyła się wspinaczka na lodową górę, że teraz to czeka nas dużo więcej radości i przyjemności.

 Nawet w pracy się zmieniło i to bardzo - w końcu jest to o czym marzyłam przez ostatnio pół roku, czyli spokój. Owszem- nie ma nudy, bo cały czas mam co robić, ale w końcu nie muszę tego robić pod napięciem i w nerwach czy zdąrzę bo 15 innych rzeczy czeka w kolejce. Poporostu w końcu się to ustabilizowało i spokojnie sobie pracuję.

23:24, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
Marcowe fiołki

Już nie pamiętam kiedy zdarzyło mi się coś takiego, że przeczytałam całą  książkę w ciągu jednego dnia - chyba na jakiś wakacjach "z przed dzieci" na plaży, czyli sto lat temu ;)

I nie sądziłam, że takie coś mi się przydarzy prędko ,aż tu proszę. Korzystając ze szkarlatyny w naszym domu przeczytałam w piątek całą książkę, jednym tchem, była bardzo przyjemna-"Marcowe fiołki".Fajne uczucie tak czytać cały dzień i mieć wszystko w nosie, takie wagary na całego. Dobrze, że nauczyłam męża gotować kilka prostych dań i że on był tak miły zająć się tego dnia całą resztą, czyli dwoma chorymi kobietami plus jedną zdrową ;-)

23:05, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
Szkarlatyna

Tę chorobę kojarzę z lektur szkolnych z przełomu 19 i 20 wieku ( np :"Przedwiośnie" - lata 20-te 20 w) , a mamy przeciez 2012 r i w domu takie coś! Skąd?Oczywiście z przedszkola, ;-) ,  z grupy 5-latków, przoniosła nam to Karolcia, Oli się udało, mi- niestety chyba nie. Łapię ostatnio wszytsko jak leci, towrzyszą mi oczywiscie dodakowo zatoki, wiec jest super. W życiu tak często nie chorowałam, od 3 lat byłam chora zawsze 1 raz w roku w okolicach Bożego Narodzenia i tyle , a teraz - 3 antybiotyk w ciągu 3 miesięcy.Jeśli moja frekwencja w pracy będzie tak wyglądać to ja nie wiem , aż się boję.

 Karolcia skarżyła się na gardło, więc teściowa wzięła ja do lekarza po przedszkolu i lekarka doszukała sięobjawów szkarlatyny właśnie. Po przeczytaniuo chorobie w necie zaczęliśmy z M. doszukiwać się objawów u nas ( bo podczas urlopu, 1.5 tyg temu przez nas wszystkich przeszło tornado, czyli grypa żołądkowa, tak wówczas twierdziliśmy) i M mial wtedy wysypkę, ale zlekceważylismy to kompletnie - każdy mial inne objawy. Umówilismy sie do lekarza, żeby potwierdzic albo wykluczyć chorobę u reszty i Lunia - nie ma, u mnie diagnoza:angina ropna , ostra, M. cos tam w gardle tez miał i tez antybiotyk . I oczywiście siedzenie w domu i to do końca przyszłęgo tygodnia ( nie wiem jak to wytrzymam). Po wizycie u lekarza dzwonilam do niego, ze chyba przesadzil z długościa L4 i że już na pewno będę się czuła lepiej w okolicach wtorku -środy, a on na to- że zaleca mi pozostanie w domu jednak do końca tygodnia bo w sumie to nie wiadomo czy u mnie to jest tez ta szkarlatyna czy nie - bo jakieś tam objawy miałam, a stwierdzić się tego jeszcze nie da i jednak on myśli , ze powinnam zostać w domu, żeby nie zarażać ...super. Szefowa przez telefon nie brzamiała na szczęśliwą jak jej o tym powiedziałam ,  ale z drugiej storny-nikt nie chce się zarazić, a w pracy jak zdradziłam, że mam chorobę zakaźną w domu to się ode mnie wszyscy odsuwali ;-) Wszystko byłoby ok, ale nie mogę też pracować z domu bo mam zepsutego tokena i czekam aż przyślą mi nowego, tak że kiepsko ogólnie, ogólna dupa można nawet powiedzieć.

Karolinka ma się już bardzo dobrze, wysypka jej zeszła, dziecko szaleje od rana do nocy, w ciagłym ruchu i buzia jej się oczywiście nie zamyka, ale musi zostać tez w domu, bo jest osłabiona , zażywa dalej antybiotyk i mogłaby cos znowu złapać. Ja czułam się w czwartek tak fatalnie, jak mało kiedy ( gorączka, dreszcze, ból calego ciała po koniuszki palców i uszu), w piątek już lepiej, ale chodziłam cały dzień w piżamie i spędziłam cały dzień w łózku ( w przeciwnieństwie do dzieci oczywiście). Dobrze, że mam takiego idealnego męża, który potrafi się nami zająć jak jesteśmy chore, ugotował obiad, podawał lekarstwa itp. ( mówi, że ostatnio ma wrażenie , jakby co chwilę  rozladowywał zmywarkę ;).

No nic - jeszcze cały długi tydzień przed nami. Oby tylko Lunia się nie zaraziła ( a coś zaczyna kaszleć).

22:55, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »