RSS
poniedziałek, 25 marca 2013
Belgia

Właśnie wróciłyśmy z 4-dniowej wizyty u tatusia,to był  taki  krótki i miły  przerywnik ostatnich dni. Było fantastycznie,przede wszystkim dlatego, że fajnie było znowu być razem, wszyscy byliśmy za sobą stęsknieni po 2 tygodniach niewidzenia. Poza tym odpoczęłam sobie, zrelaksowałam się, byłam wyręczana ze wszystkich czynności przy dzieciach ( kąpanie itd) i generalnie stwierdzam, że jak jest dwójka małych dzieci i 2 osoby do opieki to jest luz blues i nikt się nie męczy. A jak jest jedna to następuje szybkie zmęczenie materiału.

Wprawdzie pogoda nam nie dopisała i nie dało się za dużo chodzić i zwiedzać bo było zimno i wiało, sypał też śnieg momentami i dziewczynki miały dość, ale tak czy inaczej było uroczo. Podróż też była dla mnie lekkim wyzwaniem bo pierwszy raz podróżowałam z dziećmi samolotem sama bez M. A podróż była bardzo długa ( z lotniska trzeba było jechać autobusem 15 min, potem 1 h 10 min pociągiem i potem jeszcze taksówka do hotelu).Dałyśmy radę bez problemu. Fajne miasteczko to Mechelen, wszyscy wydają się być tacy uśmiechnięci , przyjaźni, nie widać było na ulicach żadnej biedy, przestępczości. I co najlepsze - nawet gołębie tam są całkiem inne niż te na krakowskim rynku bo mają "pełno w d." są dostojne  i nie potrzebują być dokarmiane przez turystów . Dziewczynki uwielbiają karmić gołębie i jak zobaczyły takiego delikwenta pod hotelem zaczęły mu rzucać kawałki bagietki- ale ten miał to gdzieś.

Mimo, że nie przepadam jakoś szczególnie za piwem , a już na pewno nie o tej porze roku to spróbowałam kilka różnych gatunków i bardzo mi smakowały ;-) wina też ;-)

Jutro zderzenie z szarą rzeczywistością. No cóż, byle do świąt.

23:22, lubie.lato
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 marca 2013
Co jest grane

Co to do cholery jest,żeby za oknem 17 marca  mieć widok pięknej zimy? O takich widokach to ja marzyłam ale na Boże Narodzenie i Sylwestra, bo wtedy śniegu było jak na lekarstwo,  ale nie teraz-litosci! Luty był nieciekawym miesiącem, wciąż jakieś kłody pod nogami, teraz nadal nie jest lepiej. W piątek np. warunki na drogach były tak ciężkie , że sama się sobie dziwiłam, że dojechałam w dwie strony w jednym  kawałku i nie zaliczyłam dzwona ani nawet żadnej ryski przy parkowaniu. Tylko że jazda w takim napięciu w ogóle mnie nie rajcuje. A szczytem wszystkiego na zakończenie piątku było to, że po 12h poza domem, chcąc wjechać do garażu musiałam wcześniej złapać się za łopatę i odgarnąć sobie podjazd, 4 razy poprawiając, co też chwilę trwało. W takich dniach jak tamten znowu marzę o tym, żeby jednak mieszkać w Krakowie... Wprawdzie mąż jest zdania, że mieszkając w Krakowie życie niekoniecznie musiałoby być usłane różami, ale ja nie muszę mieć różanego usłania, wystarczy,  że nie będzie na drodze cierni i gwoździ i tyle! Marudzę ostatnio i momentami sama nie mogę z sobą wytrzymać, wiem o tym. Ale tak to jest jak się zostaje bez męża na tak długo, z dwójką małych dzieci, gdzie jedna wciąż chora i do tego zamiast wiosny nadal jest upierdliwa, utrudniająca życie zima. Zasoby wolnego czasu skurczyły się do zera już dawno, pozostaje mi tylko raptem z 6-7 godzin na sen nocny, w towarzystwie dwóch młodych  dam oczywiście, co by się nie wyspać zbyt dobrze,ale za to nagrodzić dzieciom brak ojca. Jak się to już wszystko skończy to pojadę sobie do SPA i sobie odpocznę od życia.

Wieczorem wyskoczyłam na chwile do galerii bo Domestos i Pronto, przy okazji kupiłam w Mohito fajną, wiosenną sukienkę ( jak na mnie szytą oczywiście). Przy kolacji mówię  na głos przy dzieciach:"kurcze nie kupiłam wody mineralnej ani soku malinowego do herbaty dla was, zapomniałam" na co Karolcia, córka moja lat niespełna 5 bez zastanowienia do mnie:

-"Ale sukienkę to sobie kupiłaś, bo ty pamiętasz tylko o sobie , żeby sobie kupić to co potrzebujesz". Zaniemówiłam. Skąd  w niej tyle uszczypliwości wobec mnie? ;-) Albo dzisiaj inna sytuacja: dziewczynki oczywiście wymieniają, jakie rasy psów musimy koniecznie kupić i mieć w domu. Ja na to:" jak będziecie miały swój dom i swoje dzieci to będziecie im mogły kupić całe stado dzikich pudli, labradorów , yorków, beagli i czego tam będziecie jeszcze chciały, my może kiedyś kupimy -  jednego małego i tyle. Na co Karolka:

-"Ja nie będę miała dzieci bo nie chce się zmęczyć, a ty Ola będziesz mieć dzieci?"

Ola:

- " Nie, ja tylko będę mieć męża"

Cwaniary jedne. Zmieni im się to jeszcze sto pięćdziesiąt razy.

23:25, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 marca 2013
Chorujemy

Mąż dzisiaj wraca w nocy. A u nas nie wszystko poszło zgodnie z planem. Byłyśmy chore wszystkie trzy, na antybiotykach. Karolka-zapalenie oskrzeli, ja zapalenie tchawicy i temperatura trzymała mnie przez 6 dni,straszne osłabienie, a tutaj trzeba było zajmować się dwoma żywiołami,( coś musiały jeść) do tego Karolinka inhalacje 3 razy dziennie itd. Od kiedy pamiętam to mój organizm zawsze odchorowuje to przejście zimy we wiosnę, teraz jeszcze zbuntował się dodatkowo i odchorował brak męża ;-)

17:37, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
środa, 06 marca 2013
Pudle dwa zakupione

Są z nami od wczoraj. Piękne i  puszyste. Dziewczynki są zachwycone i ja też, bo nie zeżrą mi szpilek, nie nasikają na podłogę, nie pogryzą mebli i nie będę musiała wstawać o 6. rano żeby je wypuścić na zewnątrz. Dreptają sobie do przodu, do tyłu i nawet szczekają! Jeden jest biały a drugi różowy ;-) oto i one:

Rozwiązanie tymczasowe idealne, ale tak - tymczasowe...Póki co wszyscy są zadowoleni, ja najbardziej ;-)

18:20, lubie.lato
Link Komentarze (1) »