RSS
niedziela, 16 marca 2014
Jasełka

Mała fotorelacja z wydarzenia , które było w przedszkolu 21 stycznia , z okazji Dnia Babci i Dziadka-Jasełka. Moje dziewczynki to dwa najpiękniejsze dla mnie na świecie Aniołki.

00:20, lubie.lato
Link Komentarze (5) »
sobota, 15 marca 2014
Narciarki

Nie było mnie tutaj dawno, wiem. Dla mnie zima to okres wegetacji: praca, zmęczenie, dom, dzieci, spanie..taki kołowrotek, gdzie ciężko coś wcisnąć pomiędzy. Szkoda, że to o czym myślę , żeby napisać, co siedzi mi w głowie ,  nie rejestruje się automatycznie na blogu- byłby na pewno dużo ciekawszy i pisany codziennie :)

W skrócie nadrabiamy zaległości bo coś tam się  jednak działo.

Były przecież ferie, chociaż zima była taka, jakby jej wcale nie było.

Wzięliśmy z mężem 2 dni wolnego, co wraz z weekendem dało nam 4 dni spędzone razem na świeżym powietrzu i to do tego aktywnie. Nasze córeczki nauczyły się jeździć na nartach i jestem z tego tak dumna jak paw!!! I obeszło się bez instruktora-sami pobawiliśmy się w instruktorów i o dziwo udało nam się i to jak szybko? Mąż mówił: jest czwartek, zobaczysz, ze w niedzielę będą jeździć same. O jakże się pomylił. Same zjeżdżały pięknie już w piątek, a w sobotę samodzielnie już na wyciągu orczykowym. Dla mnie to było nie do pojęcia, bo pamiętam, że jak się uczyłam zeszło mi znacznie, znacznie dłużej ( ale też nie miałam lat 5,5 ale 21). Małe dzieci jednak chłoną jak gąbki, nie boją się, są odważne i przede wszystkim co było istotne-dziewczynki bardzo chciały, nie miały dość. Nie sądziłam, że pójdzie to tak łatwo, to były piękne 4 dni.

23:56, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
Chomicza historyjka

Wrześniowe, deszczowe  popołudnie,  odbieram dziewczynki z przedszkola, już mamy skręcać w naszą ulicę, ale proszą błagalnie: "kupmy mamusiu tego chomika,proszę cię, tak bardzo chcemy mieć znowu chomika...( już kiedyś miały, 2 razy,ale dosyć krótko obydwa u nas wytrzymały). I jakoś tak zmiękłam,stwierdziłam - no ok,niech mają), chociaż spieszyłyśmy się tamtego dnia,bo miały jeszcze zjeść obiad i szybko zbierać się na zajęcia taneczne. Zakupiliśmy osobnika (nie wiadomo jakiej płci nawet), głowę zawróciła mi jeszcze jakaś zupełnie obca pani, która poprosiła mnie, cy nie mogłabym jej podwieźć do domu, bo fatalnie się czuje , a wyszła właśnie od lekarza. Nie znam kobiety,spieszę się, mamy już tego chomika,ale ok-taka miękka jestem, naiwna widocznie też,pomagać chcę całemu światu- podwiozłam kobietę na drugi koniec miasta ( potem się okazało, że to stały numer tej pani). Wjeżdżam w naszą bramę ( deszcz, mgła, nic nie widać dzieci piszczą z radości,bo mają zwierzątko,wypięły się już z pasów, ja myślami zupełnie gdzie indziej i wzięłam za mały łuk wjeżdżając, zaryłam cały bok-taki klasyczny samobój na własnym podwórku,na własne życzenie. Dobrze, że to auto miało AC- bo całe drzwi były do wymiany...Wiedziałam, że gdybym od razu po przedszkolu przyjechała do domu,podjechałabym z innej strony, szyby byłyby mniej zaparowane i NA PEWNO nie uszkodziłabym samochodu.Zwaliłam winę na chomika. Najbardziej podobała mi się reakcja teścia, który w takich sytuacjach zawsze twierdzi, że NIC się przecież nie stało, że to zdarza się nawet  najlepszym -czytaj Jemu( tydzień temu zrobił to samo, też na własnym podwórku..tyle tylko,że samochód jego jakby nowy bo z salonu). Ale wróćmy do chomików bo to o nich dzisiaj. Mały okazał się uciekinierem, który szukał okazji,by "wyspindrać" się z akwarium   i dać nogę w jakiś zakamarek domu. I po 3 dniach zniknął skubany na 2 lub 3 doby nawet, pochowany już nawet w naszych myślach ( weekend był ciepły , taras otwarty, drogę miał wolna do wolności). Poszukiwania nie dały skutku, no trudno myślimy sobie....Tymczasem w poniedziałek lub wtorek, po tamtym weekendzie dziewczynki z przedszkola odbierali dziadkowie . Cóż to dziadka owinąć sobie wokół palca dla wnuczek ukochanych? Tyle co nic. Dziadek wykonał grzecznościowy telefon pod tytułem:"czy możemy im kupić drugiego chomika"? Jako że byli już przy kasie w sklepie, moje "nie" nic by i tak nie znaczyło tak czułam, wiec się zgodziłam.Dziadek kupił też nową klatkę, największą dostępną w tym sklepie, koszt 120 zł ( zjeżdżalnie, rury,te sprawy). Stan chomików był nadal:1, ale tylko do dnia następnego,kiedy to w pralni włączałam pranie i coś mi zaskrobało. Jakież było moje zdziwienie,kiedy się okazało, że to chomiczek nr1 się odnalazł i próbował wydostać z wiaderka z mopem. Ubrałam rękawiczkę ( w przeciwieństwie do moich córek nie przepadam za gryzoniami), wydostałam go.Radość dzieci- bezcenna, bo stan chomików: 2 ( każda mogła męczyć jednego w tej samej chwili).Stan taki utrzymał się do wczoraj. Wczoraj wieczorem wracamy do domu, dziewczynki jak zawsze pędzą  najpierw  przywitać się z chomikami. Nagle salwy radości i okrzyków: "Mamo, mamo, chomik urodził małe chomiczki!!!!!"

O k...urcze powiedziałam sobie pod nosem ( abo nawet trochę mniej dyplomatycznie ,szczerze mówiąc). Faktycznie.1,2,3,4,5 policzyłam szybko...i 2 duże wcześniejsze. To razem 7.

Tak więc od wczoraj jesteśmy posiadaczami 7 chomików. Już wiemy, że były różnych płci ;-) Niby miały osobne klatki, a jednak....chwila nieuwagi dziewczyn,bo zostawiły otwarte drzwiczki jednego  raz,czego byłam świadkiem.Zawołałam męża,żeby rozgonił towarzystwo ( bo sama się bałam i byłam w szoku, a było to całkiem niedawno, jak się okazało-wystarczająco dawno,może 3 tygodnie temu?)

Dzieci uradowane, Karolinka oczywiście wpadła na cudowny pomysł:"to teraz musimy kupić dużo klatek..." Jasne- powiedziałam jej :) Podrosną z 3 tygodnie, mama je wykarmi i odniesiemy do sklepu zoologicznego. Co na to moja rezolutna córka Karolka odpowiedziała ( po którymś tam zapewnieniu z mojej strony, że je odniesiemy do zoologicznego)?

-"Mamo, babcia Wiesia ile urodziła dzieci - 5 tak samo, prawda?Pięć. A czy oddała je gdzieś? Nie..." Sprowadzona do parteru zamilkłam.Nie widziałam czy pękać ze śmiechu, czy tłumaczyć się z wyższości hierarchii człowieka nad gryzoniem.Bezpiecznie zamilkłam...Jedno jest pewne:  jednego chomiczka niewinnego zrobiło się nagle siedem.Takie cuda tylko u nas w domu.

......

23:13, lubie.lato
Link Komentarze (5) »