RSS
niedziela, 10 lipca 2011
Smutno mi

Nie miałam wcześniej czasu napisać , jak wiele się podziało, pewnie już zapomniałam co chciałam napisać. Może w telegraficznym skrócie:

-Moja przygoda z dotychczasowym pracodawcą  ( 5 lat) dobiega właśnie końca, jestem od 1 maja na 3 miesięcznym okresie wypowiedzenia i od 1 siernia zaczynam pracę w innej firmie. Potrzebowałąm tego od dawna, "świeżego" powietrza, nowych wyzwań, innego otoczenia, czegoś inneao poprostu. W sumie to wiele się nie zmieni bo będę budynek obok ;-) Z ludźmi niektórymi  żal się tylko rozstawać  ( pozdrowienia dla Oli, Marcina i Dudka).

_ Dziewczyny od 2.5 m-ca zasuwają na rowerze i to całkiem nieźle

- Jesteśmy już po wakacjach, bardzo udanych - zdjęcia następnym razem

- Dostały się do przedszkola, więc od września zaczynamy kolejny ważny etap

 

no właśnie, od września miał się zacząć ten etap, a zaczął się już dzisiaj chyba.

Od dwana wyobrażałam sobie, jak to źle  i pusto będzie bez naszego Anioła Stróża - naszej Pani Beatki, która jest z nami praktycznie od początku, 3 lata już ponad... Że będzie nam jej brakować, że wsyztscy będziemy za nią tęsknić i doceniać ile dla nas robiła. Do końca sierpnia miała być znami, ale niestety złamała sobie dzisiaj nogę i jest w szpitalu, co jest równoznaczne z tym, że już nasze dzieci nię będą miały opiekunki w postaci cioci Beatki. Tak jednym cięciem i nagle. Taką pustkę czuję w domu, że już jej nie będzie,że nie napiję się z nią kawy,  pustkę wewnętrzną też, bo powoli to do mnie dociera. A poza tym - wiem, ze teraz czuje się bardzo źle, cierpi, będzie miała operację. Do dzieci nei dociera jeszcze, że ciocia Beatka w ponidziałek nie przyjdzie, ani w kolejny, ani miesiąc poźniej, bo minie pewnie kilka ładnych miesięcy, kiedy ona dojdzie do swojej dawnej formy. Nie wiem jeszcze, co zrobimy w poniedziałek, z kim dzieci zostaną i jak sobie z tym poradzimy. Najgorsze jest to , że na nią tylko można było liczyć zawsze, a jelsi nie na nią to na nas samych i własnie zostaliśmy sami. Jakoś sobie pewnie prędzej czy poźniej poradzimy, mam tylko nadzieję, że pani Beatka jak najszybciej dojdzie do siebie i będziemy ją jeszcze widywać uśmiechnietą, zadowoloną i zdrową. Oby tak było.

Pech jakieś potworny z tym łamaniem nóg!!! 3 miesiące temu złąamała nogę moja Mama ( i do jej dawnej formy jeszcze daleko, do dzisiaj chodzi o kuli),  a dzisiaj -Pani Beatka.

Kurde, a jeszcze dzisiaj jedliśmy jej pyszną zupę jarzynową...ostatnią.

01:29, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
Pytania po 22.00

Pamiętam, jak marzyłam o tym , żeby moje dzieci potrafiły w końcu mówić, żebym mogła się z nimi komunikować, rozmawiać w nieskończoność, gadać, odpowiadać na pytania. Nie tylko ja pamiętam , jak o tym marzyłam.

Nie wiem jak to sę stało i kiedy, ale czasami marzę, żeby mieć ciszę chociaż na pięć minut i żeby przestały kłapać i się odzywać chociaż na chiwle, a zwłaszcza, żeby już dały spokoj z tymi pytaniami.

A czemu , a dlaczego, i w nieskonczonosć czemu i czemu.... specjalnie już to robią- wiem, nawet jak odpowiadam - " bo nie ma dżemu " to dalej  brną  = : " a czemu nie ma dżemu... "

Czasami sama siebie nie poznaję, że nie wiem co odpowiedzić na banalne pytania,ale na serio okazuje się , że łatwe pytania niekoniecznie przynoszą proste odpowiedzi. Miotam się sama, wykręcam, poprawiam... Tak jak ostatnio właśnie, przed snem - Karolinka zadała mi takie jedno z banalnych zdawało by sie pytań: " Mama, a gdzie byłyśmy jak nas nie było.... "   Cholera myśle sobie, nie wiem...i mówie, że " jeszcze Was nie było, rodzice byli młodsi i dopiero poźniej byłyście w brzuszku u mamy, a potem się urodziłyście...A one dalej - no dobra, ale jak nas jeszcze nie było - to gdzie byłyśmy , i gdziei gdzie , i gdzie i gdzie..... nie umiałam z tego wybrnąć chyba należycie.

Pytania, na które nie znam odpoeiedzi padają własnie często  po 22. Obawiam się, że jeszcze wszystko przede mną.

01:03, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »