RSS
wtorek, 24 lipca 2012
Wakacje,słońce,woda,totalna swoboda!!!

Wakacyjnie jest dla mnie wtedy,kiedy budzę się rano po kolejnym podobnie spędzonym dniu i zastanawiam się: "jaki właściwie jest dzień?"Sobota, a może już wtorek? I kiedy nie muszę robić absolutnie nic ( czytaj:pracować, gotować sprzątać itp). Każdy robi to,na co ma ochotę albo nie robi nic. Dzieci mimo swoich 4 lat są już na tyle samodzielne, że potrafią sobie zorganizować coś do picia na terenie dużego hotelu-kwestie:"one cola please"opanowały do perfekcji w sekundę i same zamawiały sobie to w barze. Ja się pytam-od kiedy one piją cole?! Ale ok , są przecież wakacje.

Oczywiście dziewczynki żywiły sie głównie lodami:

 

Wakacyjnie jest też wtedy,kiedy mam z pokoju widok na morze:

a powietrze pachnie mieszanką słońca,słonej wody, piasku i kremu z filtrem. I kiedy mogę wyłączyć się i poczytać sobie jakąś wakacyjną książkę,nadrobić w tym zaległości.Właśnie czytam "Zwyczajnego faceta" M.Kalicińskiej i mam ochotę jechać na Mazury,nigdy tam nie byłam!

Tak w ogóle to trochę inne miałabym pojęcie spędzenia wakacji, ale ok kiedy są dzieci robimy tak,żeby one miały jak najwięcej atrakcji i udogodnień.Jak dla mnie to mogłoby być z dala od ludzi,basenów,animacji itp, mogłoby być nad polskim morzem,ale w jakiejś świecącej pustkami miejscowości ( o ile takie są),na totalnym zadupiu,gdzie do pierwszego lepszego sklepu byłoby 5 km rowerem,przez las,iglasty najlepiej,a do morze-1 km co najmniej,spacerkiem po miękkim iglastym runie (albo rowerem). Jedzenie i drinki nie musiałyby być w cale 24 h/dobę,b człowiek tego w ogóle nie potrzebuje,a jedynie tyle,żeby przeżyć. Ot-świeża fląderka usmażona specjalnie dla mnie a nie dla kilkuset innych ludzi.Deser-gofry z bitą śmietaną albo jagody nazbierane przy okazji w lesie. I tylko my-nasza rodzinka, pusta plaża,książka,ręcznik i krem z filtrem. Tyle. I przejażdżki rowerowe po lesie,trochę więcej ruchu, jakiegokolwiek ruchu! Tak kiedyś zamierzam spędzić z rodziną wakacje,ale na to przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać aż dzieci podrosną i nauczą się więcej pedałować.

Póki co też jest ok, bo dzieci są szczęśliwie i uśmiechnięte, a to najważniejsze,bo wtedy my też wypoczywamy. Dziewczyny mają najpiekniejsze uśmiechy zawsze wtedy,jak jeżdżą na koniach ( lub kucykach)

Wprawdzie otoczeni dużą ilością ludu,głownie skandynawskiego,ale co tam. A ci skandynawowie to mają zupełnie inny temperament.Siedzi sobie np. ojciec z dwoma synami,w ciszy zupełnej, nie wymieniają żadnych zdań bo jeden pilnie śledzi face booka na wyświetlaczu tableta , drugi pstryka coś w komórce, a ojciec-w aparacie ;-) i klapki na oczach.Nawet jak wstają i idą to tez nie razem tylko najpierw ojciec, potem przerwa, pierwszy syn,z mocno wystylizowaną fryzurą,jakby prosto spod kosiarki,  bezpieczna  przerwa i drugi,równie ze staranną fryzurą. Ale każdy spędza czas tak jak lubi, w końcu są wakacje.

Moje ulubione miejsce to uroczy i co najważniejsze-mało uczęszczany przez innych taras,z widokiem na morze i jasnymi kanapami, kradłam chwile nieuwagi innych, żeby w tak zwanym międzyczasie się tam znaleźć i posiedzieć,poczytać.

 

Były nawet śpiewy przy dźwiękach gitary z ludźmi, którzy mieszkają w tym mieście co my  (mąż znał niektórych,świat jest jednak mały).

Polaków jest wszędzie łatwo rozpoznać. Np.wczoraj o mało nie padłam ze śmiechu, jak zobaczyłam 'nowych wczasowiczów" kroczących przez korytarz hotelu: pierwszy mąż z walizkami, za nim żona, w ręku trzymała 2 czerwone, plastikowe koszyki...z Biedronki ;))"Polska, Biało-Czerwoni!"

Droga powrotna-to była dopiero atrakcja,której próżno szukac nawet na naszych drogach! Zjeżdżamy z drogi krajowej a tutaj nagle stado krów i byków kroczy drogą,z lewej i prawej strony i nie wiadomo jak je ominąc, my w cieżkim szoku ale dla tubylców to chyba normalna sprawa ;)

 

23:37, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2012
Jazda na rowerze ( na dwóch kółkach)

W piątek wracam z pracy nieco później i co widzę? Moje małe dzieci ( no tak, już najwyraźniej nie takie małe) jeżdżą sobie po ulicy koło domu na dwóch kółkach!! Szok,bo jeszcze 2 miesiące temu Karolinka w ogóle nie załapała i nie miała na to ochoty, natomiast Oleńka jeździła, ale już nie potrafiła zahamować czy też skręcić ( i ominąć przeszkody w postaci np. zaparkowanego samochodu sąsiada (!) ;-) i oczywiście trzeba było za nią cały czas biec, co na dłuższą metę jak dla mnie było bardzo męczące... A tutaj nagle dziewczyny jeżdżą sobie same, hamują kiedy chcą, zeskakują kiedy chcą, zmieniają kierunek jazdy, kręcą ósemki itp - niesamowite, myślę sobie -kiedy to się stało? To oczywiście zasługa ukochanego tatusia,który się bardzo poświęcił tego upalnego dnia ( ponad 30 stopni bylo) i ambitnie podszedł do zdania, jak to on.Mówił, że pobiegał za nimi godzinkę czy dwie i załapały. Mąż wyglądał za to jakby przebiegł półmaraton. Ja chyba nie miałabym w tej kwestii tyle cierpliwości i umiejętności nauczania,tatuś jest sportowcem więc niech się wykazuje.

 

 

A jeszcze nie tak dawno Ola jadąc miała tak rozwiane z wrażenia włosy:

01:09, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
4 latka

16 maja dziewczynki skończyły 4 latka, pogoda była letnia jak jeszcze nigdy w ich urodziny.

 

 

 

00:55, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »