RSS
wtorek, 29 lipca 2014
Są takie powody

Są takie powody w życiu,takie sytuacje,kiedy to człowiek zalicza przejażdżkę   dorożką po krakowskim rynku ,(mimo iż nigdy wcześniej by na to nie wpadł ,jako  że jest w Krakowie  codziennie w pracy i też 7 lat mieszkania tam ma za sobą, bo jak to dorożki??Przecież one są dla turystów!).

Są takie powody, dla których idzie się spać o 4 nad ranem ,(kiedy to robi się już mocno jasno a ptaszki wyraźnie już śpiewają),pomimo że 2 poprzednie wieczory siedziało się niewiele krócej bo do 3 . Wszystko  dlatego, żeby nacieszyć oczy,uszy i resztę zmysłów widokiem kogoś, kogo nie widziało się 6,5 roku i nie wiadomo kiedy będzie ten następny raz. I nie czuje się senności dnia następnego.

Ten powód nazywa się Ana.

21:54, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2014
AMSTERDAM, czyli w życiu piękne są tylko chwile

 

 

Ależ cudowny weekend udało mi się zaliczyć ostatnio! Korzystając z tego, że mąż przebywa ostatnio częściej w Amsterdamie niż w domu ( ale na szczęście już kończy projekt powoli, ) wyrwałam się do niego na 3 dni - potwornie relaksujące,przyjemne i radosne.Aż i tylko 3 dni. Nie zabrałam ze sobą dzieci tym razem,bo w sumie uznaliśmy,że lepiej będzie jak zostaną z dziadkami ( którzy to zapewnili im masę rozrywek na wsi, oni są obłędni i uwielbiam ich).

Moje wrażenia o Amsterdamie są oczywiście bardzo pozytywne. Amsterdam to po pierwsze wszechobecne rowery. Nigdy nie widziałam aż tylu rowerów na raz- były wszędzie, jeździły na nich całe rzesze ludzi, rodziny z trójką dzieci( np 2 dzieci w specjalnym boksie,takim drewnianym wózku-skrzynce,doczepianym z przodu, a trzecie dziecko np na bagażniku albo w chuście na plecach). Na rowerze jeżdżą tam też eleganckie panie w szpilkach i sukienkach,nastolatki, ludzie w podeszłym wieku,turyści- ogólnie wszyscy. Mają swoje ścieżki,ale i tak trzeba mieć oczy na około głowy.

Amsterdam to też miasto ludzi,którzy świetnie mówią po angielsku i nieważne czy jest to taksówkarz, pani z obsługi na dworcu,która doradza w który wsiąść autobus,pan myjący sklepowe okna przy ulicy,sprzedawca gofrów, pracownik muzeum,sprzedawca w supermarkecie czy biznesmen w drogim garniturze ....To jest zupełnie bez znaczenia, jako że każdy mówi po angielsku tak, jak w sowim języku,znacznie lepiej niż jakikolwiek pracownik centrum finansowego w Krakowie czy innych korporacjach( czego nie można powiedzieć np.o Paryżu-o nie!). Jak to jest, że oni jako naród to potrafią, a my nie?

Amsterdam to miasto wielu zakazanych,nielegalnych  rzeczy,które mimo tego,że  są wszędzie , nikogo nie dziwią i nie szokują, a ludzie, którzy chcą z nich korzystać , robią to z jakimś  takim umiarem, kulturą i bez robienia zbędnego szumu-takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Ogólnie widać uśmiechniętych , + miłych ludzi,wyluzowanych, raczej dobrze ubranych. Ale może wszyscy wydawali się być tacy mili  od tego,co unosiło się w powietrzu na każdym rogu i samego wdychania oparów? ;-) Być może-kto wie? W każdym razie ten  kraj kolorowych tulipanów i gofrów w syropie karmelowym jest naprawdę fajny i dziwię się sobie, że byłam tam dopiero teraz. Mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś tam zawitam.

Mąż zorganizował mi mały maraton, tak więc zaliczyłam:

-muzeum Van Gogha

-Rijskmuzeum ( koło naszego hotelu)

-rejs kanałami wokół miasta

-muzeum Heinekena

-muzeum figur woskowych

- wycieczkę nad morze ( 30 min pociągiem)

Niektórych to strasznie dziwi ,ale ja na prawdę lubię chodzić po muzeach ( zwłaszcza malarstwa). Na niektórych muzeach widniał ogromny napis "Art is therapy" i ja się pod tym jak najbardziej podpisuję.

Małe piwko w muzeum Heinekena ( w cenie biletu , więc musiałam ;-) )

O i tutaj gdzieś kolejne:

 

Wino na plaży?Why not?

 Jak widzę morze,to wariuję. Tak mam od zawsze, od kiedy pamiętam.Tak było , jest i będzie. Nie wiem dlaczego,ale zawsze największą wolność czuję właśnie nad morzem.

 

Matka-wariatka i morze.

 

  Ale u mnie też jest mniej więcej tak,że nie może być za fajnie, za dobrze zbyt długo-mam wrażenie ,że ktoś pilnuje tej równowagi w przyrodzie.

Tak więc wszystko, co dobre szybko się kończy  i czar prysł szybciej niż przypuszczałam i ze zdwojoną siłą. W poniedziałek trzeba było zawitać już w pracy, a jako że był to ostatni roboczy dzień miesiąca - wyszłam z niej o 23,00 ( aby następnego dnia być już o 8, po 3 h snu ). Taka bańka mydlana, bardzo ulotna i cienka. Sinusoida.Nie ma umiarkowanych stanów, nudy i jednolitości -mega relaksujący weekend i euforia,i powrót do pracy-stres, napięcie,siedzenie do późna-powrót  do szarej  rzeczywistości.

"W życiu piękne są tylko chwile".

 

 

 

 

 

 

 

00:27, lubie.lato
Link Komentarze (3) »