RSS
środa, 31 sierpnia 2011
Jutro pierwszy dzień w przedszkolu

Znowu kolejny etap - dziewczynki zaczynają przedszkole. Karolinka zapowiedziała mi wieczorem , że będzię tam płakać bo będzie za mna tęsknić. Wolę chyba jutro zostać w samochodzie niż oglądąć tą masakrę, jaka tam pewnie bedzie miała miejsce, ale taka kolej rzeczy, pewnie minie tydzień i wszyscy się przyzwyczaimy.

U mnie dzieje sie tak dużo, że nie mam już kompletnie czsu na nic - w przerwach między przepakowywaniem walizek i powrotu z Monachium zaliczyliśmy 2 wesela - brata i Madzi. Myliłam się mówiąc kiedyś , zż nie mam czasu - teraz dopiero nie mam czasu. Taka jest niestety cena podjecia się nowej pracy.  Nie było lekko ale jakoś daję radę, dawno nie musiałam tak intensywnie myśleć ;-) , Myślę, że za kilka miesiecy będzie już calkiem stabilnie a bedę w całkiem nowym miejscu. Najgorsze jest to , że w poniedziałek znowu wyjeżdzam i tym razem nie na 4 dni ale na 2 tygodnie - mam nadzieję, że dzieci mi to wybaczą. Dobrze, że mam takiego fajnego męża, który daje sobie radę , chociaż też jest strasznie zmeczony widzę.

Marzę o tym , żeby:

-mieć posprzątany na błysk dom

-mieć wolny umysł,

-poukładane zdjęcia w albumie na bieżąco,

-wracać  z pracy o 15 i mieć czas dla dzieci

-mieć 3 tygodniowy urlop mad polskim morzem

Niby nie chcę tak wielę, ale to wszystko jest takie bardzo odległe...

Póki co nie sięgam tak daleko, wiem tylko co będę robić jutro.

 

23:13, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 sierpnia 2011
Nowy etap ( 30+)

Znaleźliśmy się w trochę innej rzeczywistosci.

Krótko mówiąc - bez pani Beatki - jest trochę ciężej, wszystko, co robiła kiedyś ona i nie musiałam się martić praktycznie o nic - robię teraz ja. Na szczęście dziećmi zajmuje się  tymczasowo, do czasu przedszkola nasza dobra znajoma, mieszkająca blisko nas. Cała reszta jak gotowanie, sprzatanie itp- doszła mi, po godzinach pracy oczywiscie. Nie ogarniam tylko prasowania, bo to już dla mnie za dużo ( z resztą nigdy tego nie ogarniałam).

Generalnie wszystko się jakoś poukładało i dajemy radę, bo nie ma wyjścia, czasu jest tylko jeszcze mniej niż kiedyś, dlatego nowych wpisów brak, bo zazwyczaj zasypiam o tej porze już na stojąco, ale co tam .

Dzisiaj zaczełam drugi tydzien w nowej pracy. Po 5 latach pożegnałam się ze starą firmą, łezka w oku się trochę zakręciła jak już oddałam wszystko, pożegnałam się i znalazłam w samochodzie, poczułam że coś się definitywnie skończyło, jak coś się kończy zawsze jest smutno, ale tego w końcu chciałam, dlatego nostalgia opuściła mnie już na drugi dzień, a po pierwszym dniu w nowym miejscu poczułam, że na 100 % robię dobrze, że jestem we właściwym miejscu i czasie i że tak poprostu ma się dziać, nie mam co do tego żadnych wątpliwosci. Mimo tego, że nie mam ( póki co ) możliwosci pracy z domu  2 dni w tygodniu jak kiedyś i  bedę musiała pokonywać tą stresujacą i długą jak dla rocznego kierowcy trasę, że zmieniły mi się godziny pracy i zaczynam poźniej, a tym samym jestem w domu dopiero o 18.00, co dla mnie jest cholernie poźną porą, żeby nagonić resztę dnia, czyli pobawić się z dziećmi, zrobić zakupy, zabrać się za gary itp.

Krótko mówiąc: etap tzw 30+ jest bardzo intensywny w życiu kobiety, która jest żoną, matką, pracującą zawodowo i chcącą się rozwijać i do tego dojeżdzająca do pracy, a która straciła pomoc domową w postaci pani B. Na szczęscie nie jestem z tym wszytskim sama, bo M. robi co może, dwoi się i troi, też nie ma wolnych przebiegów, ma cała masę swoich zajęć, plus ogród, który to jest już całkowicie poza moim zasiegiem. Do tego wszystkiego zostaję wysłana na krótką ( na szczęscie )emigrację za granice, na 4 dni, wracam na weekend i potem znowu 4 dni ( i we wrzesniu jeszcze tydzień). W tym czasie M. będzie mial urlop i zajmie się całkowicie sam dziećmi i domem, mam nadzieję, że dziewczynki mi to wybaczą.

Od 1 września zaczyna się kolejny etap - przedszkole. Coś czuję, że będzie mi na początku co ranek pękać serce, jak któraś z dziewczyn będzie płakać i protestować. Już dzisiaj Ola mi zapowiedziała właśnie, że jutro wybiera się ze mną do pracy.

A w nowej pracy przywitano mnie słowami:" Paulina, czekaliśmy na Ciebie 3 miesiące.... "

O rany. Poczułam takie ciśnienie i presję, jak nigdy w żadnej pracy. Oby warto było czekać kurde. Nie mam wyjścia - muszę teraz temu sprostać.

A najbardziej niepokojące jest to, że kolejny urlop jest dopiero za rok ...O tym, który mieliśmy pozostały oczywiscie wspomnienia, już zakurzone, bo to był tylko tydzień, zdecydowanie za mało. Na urlop powinno się jeździć co 2 miesiące !

Na razie i tak nie ma co narzekać bo jest lato ( lato? to może nie najlepsze określenie bo w PL to raczej jest "pora deszczowa trwająca permanentnie 2 miesiące z kilkudniową przerwą". W lecie i tak wsyztsko jest dużo bardziej proste, bo łatwiej się jeździ, rano jest jasno, nie jest zimno, dzieciom zaklada się sukienkę i sandałki i już są ubrane. A  w zimie naciąga się te wszystkie przeklęte rajtuzy, kombinezony, swetry, owija szalikami, wkłada czapy, kozaki, rękawiczki ( każdy palec osobno),  po to by na koniec dziecko umiejscowić  w foteliku samochodowym, przyciasnawym  z powodu tych wszystkich warstw i dociskając zapiąć pasy ;-)

Na szczęście mamy sierpień i może będzie nam darowane jeszcze kilka słonecznych dni, a potem może ładna jesień?

Nasze weekendy też są raczej bardzo intensywne. Wczoraj zaliczyliśmy zoo, dziewczyny były znacznie bardziej zainteresowane niż rok temu, chociaż Karolinka na pytanie, które zwierzątko podobało jej się najbardziej odpowiedziała: "Słoń, który leżał" . Czyli ten, którego w ogóle nie było widać, jedynie jego podeszwy ;)  -cała Karolcia. Po zoo pojechaliśmy prosto do L-wej, bo tam przybyła moja najstarsza siostra, z którą widziałam się 2 lata temu ostatnio ( mieszka bardzo daleko), tak że przyjemnie było posiedzieć w upalne popołudnie w rodzinnym domu, właściwie ogrodzie, dla mnie zawsze sielskim - anielskim, psiejskim - czarodziejskim, gdzie wszelakie  zmartwienia idą na bok i wszystko odzyskuje właściwych proporcji. Fajnie byłoby mieć te dwie siostry na miejscu i widywać się częściej niż co 2 lata.

 

 

01:03, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »