RSS
piątek, 27 września 2013
Wspomnienie lata

Lato to już wspomnienie. Teraz dzielnie bronimy się przed potencjalnymi pierwszymi wirusami i bakteriami. W tym celu zrobiłam dziewczynkom nalewkę czosnkową z miodem i sokiem cytrynowym i piją to elegancko jako syrop 2 razy dziennie- jestem z nich dumna ( i pełna nadziei , że to coś da i będą mniej chorować, mam na myśli głównie Karolkę). Jak pierwszy raz tego spróbowały to nie było za wesoło tylko:"a fuj, ohydne, "fujiczne",bleee,  nie będę tego pić", wiec dodałam więcej cytryny i miodu i już jest ok, dają radę. Przed nami długie wieczory w domu. A jeszcze nie tak dawno:

 

Karolka ze swoją chrzestną , a moją piękną i kochaną  siostrą -Madzią.

Lodowo:

Ola i jej najlepszy przyjaciel, ukochany kuzyn Maksiu ( udawali wtedy, ze jeżdżą razem na motorze...dobre ;-)

 

I mamusia na koniec:

 

 

 

12:55, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 września 2013
Czas nie stoi w miejscu



 

 

W niedzielę rano nadrabiam urodowe zaległości, a córki  napatrzą się z boku i potem chcą robić identycznie wszystko to co ja . Wyjątkowo im pozwoliłam.Nasze wyjście rozciągnęło się w czasie, mąż stracił cierpliwość z 3 razy-biedny ten chłop, który ma w domu 3 kobiety.

Ale miny i radość dzieci - bezcenne.

 

 

 

10:34, lubie.lato
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 września 2013
Egipt 2013

Z wakacji wróciliśmy ponad 2 tygodnie temu i pewnie dla niektórych to będzie szok,bo byliśmy w...Egipcie. Tak się złożyło, że wakacje wykupiliśmy jak było tam w miarę spokojnie i MSZ zapewniał,że jest bezpiecznie, a w przeddzień wyjazdu wznowiły się zamieszki .Oczywiście nie mieliśmy ochoty tam jechać i byliśmy zdenerwowani tą całą sytuacją, ale mieliśmy do wyboru ewentualnie stracić całą kasę i nie jechać nigdzie, bo biuro nie zmieniało jeszcze wtedy kierunków wyjazdu. Tak  że pełni obaw, w lekkim napięciu, ale za to w towarzystwie naszych znajomych i ich 5-cio letniej córeczki udaliśmy się na wakacje do kraju, w którym aktualnie toczyła się wojna domowa, wierząc mocno w zapewnienia, dziennikarzy i oświadczenia  biur podróży, że kurorty oddalone o 500 km od Kairu są bezpieczne. Najbardziej zestresowany był mój mąż, który zapożyczył chyba katastroficzne nastroje od mojego taty  i momentami wypatrywał jakiejś rakiety , a w momencie jakiegoś większego huku nasłuchiwał odgłosu bomby. Wciąż powtarzał, że to jakieś szaleństwo, że się znaleźliśmy na wakacjach w Egipcie.

Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Byliśmy, wróciliśmy i przeżyliśmy - cali i zdrowi, nikt się też nie pochorował na zemstę Faraona.  Oczywiście hotel świecił pustkami, o ile przez pierwsze 3 dni było sporo ludzi,  to potem z każdym dniem coraz mniej i mniej  , bo loty zostały wstrzymane i nikt już tam nie przybywał,  a co za tym idzie- nastroje wśród personelu nie były za wesołe, ludzie z dnia na dzień mieli mieć przymusowe wakacje i nie było przez to nikomu do śmiechu. Plaża- pustka, przy basenie nie było walki o leżaki, żadnych tłumów, hotel obłożony może w 25 procentach.Gdyby nie ta całą niepewna sytuacja - to bardzo fajne wakacje. Dziewczynki większą część czasu spędzały w basenie,( miały różne zjeżdżalnie itp wynalazki),  najchętniej ze swoim pływackim mentorem czyli tatusiem ukochanym( nie moja wina, że mam słabsze ręce i gorsze w wodzie pomysły niż tatuś, w związku z tym oddawałam się w tym czasie błogiemu relaksowi czytania książek). Oczywiście fajnie by było gdzieś się przejechać, coś zobaczyć innego niż hotel i nie mieć codziennie takiego samego scenariusza  dnia ;),  ale nasze dzieci miały jednak wiele atrakcji, animacje w języku polskim itp. tak że były zadowolone, a tym samym my - również. Za rok jednak zaplanujemy wakacje w całkiem innym stylu ( i nie koniecznie będzie to all inclusive) może to dzieci dopasują się trochę pod nasze potrzeby, bo będą miały już 6 lat - kto wie?Chyba nie będą miały wyjścia :) Ahhhhh i pojedziemy  oczywiście  do kraju, gdzie nie będzie się toczyć wojna domowa.

A teraz oczywiście duuużo zdjęć:

Ta czarna plama w oddali to ja :) Poszłam się przejść jak był przypływ, w sukience i w klapkach. Żeby móc popływać trzeba było iść ok 150-200 m .Poszłam na spacer , ale jak zobaczyłam ten cudowny, seledynowy kolor wody, nie potrafiłam się oprzeć i po prostu musiałam się w tej cudownej wodzie zanurzyć i przepłynąć,to było coś pięknego- dla mnie mega relaks .Relaks, który niestety błyskawicznie się skończył, jak zobaczyłam przy pomoście, że jest czerwona flaga, (a więc zakaz kąpieli ze względu na fale), a następnie ujrzałam przy brzegu wymachującego we wszystkie strony rękami mojego troskliwego męża, ( któremu w głowie piętrzyły się katastroficzne nastroje - rakiety, wybuchy , mój skurcz łydki np.też) .Oczywiście jak to wszystko zobaczyłam, czar prysnął hehe i trzeba było wracać, ale było cudownie. A poza tym to rozbraja mnie to, że mąż się tak o mnie martwi i często traktuje mnie jak małą dziewczynkę. A inna sprawa, to że jakaś część dziecka we mnie nadal pozostała.

 

 

 

 

13:42, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
środa, 11 września 2013
Ostatni rok w przedszkolu

W tamtym tygodniu dziewczynki z uśmiechem pomaszerowały po wakacjach do przedszkola.Trochę mi się łezka kręciła w oku, że 2 lata temu zaprowadzaliśmy je pierwszy raz ( i miały nietęgie miny), a teraz już takie duże panny-jak ten czas szybko zleciał! Aż nie chce mi się wierzyć, że za rok pójdą do pierwszej klasy ( niestety będą musiały bo są z maja).

dla porównania 2 lata temu:

 

12:52, lubie.lato
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 września 2013
Piękna niedziela-kilka chwil w górach

Uwielbiam taką jesień: słoneczną, suchą i kolorową. Uwielbiam smak malin, jabłek i pomidorów o tej porze roku.  Wprawdzie  łapie mnie trochę nostalgiczny nastrój, że oto kolejne lato minęło bezpowrotnie, a nie zdążyliśmy się nim nacieszyć i wykorzystać go w pełni, ale to  właśnie we wrześniu mam chęć łapania ostatnich przed zimą promieni słonecznych i też wycieczek plenerowych. Przed wczoraj (przy okazji odwiedzin u rodziców w moim rodzinnym mieście) zrobiliśmy sobie wycieczkę na Łysą Górę, czy raczej Miejską Górę. To jest taka mała górka, ale były obawy, czy dziewczynki zechcą jej podołać o własnych siłach ( bo na noszenie to są już za ciężkie - i to jeszcze pod górę). Ola co prawda była już tam rok temu, z lekką pomocą taty barków, ale Karolinki to było pierwsze takie strome podejście . Nie potrzebnie się obawiałam, bo dzieci były zachwycone, wręcz biegły pod górę, zaciekawione tym, co widzą. Zbierały szyszki, nawijały cały czas radośnie. A ja przypomniałam sobie moje stare szlaki młodości i też to, że ja bardzo lubiłam kiedyś chodzić po górach. Chciałabym też, żeby moje dzieci wolały chodzić po górach niż po galeriach handlowych. W związku z tym w przyszłym tygodniu też się gdzieś wybierzemy, jeśli oczywiście pogoda na to pozwoli.

 

no...prawie , że samodzielnie...

13:46, lubie.lato
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 września 2013
1:1

Jedziemy sobie  w ostatnią środę do L-wej  ja i moje córeczki, złapać ostatnie podrygi lata.Buzie się im oczywiście nie zamykają, można dowiedzieć się to i owo. Karolcia:

-Mamusiu, ty lepiej jeździsz samochodem niż tata,  bo wolniej

-Muszę jeździć wolniej bo wiozę swoje najdroższe skarby

-To znaczy,że dla taty nie jesteśmy skarbami?

-Ojej nie, oczywiście , że jesteście-źle sformułowałam zdanie

na co Karolka rzuciła szybką ripostę, żebym nie zdążyła obrosnąć w piórka:

-Ale tata za to lepiej rano wstaje niż mama bo wcześniej!!!

....

Czyli jest remis, 1:1.

Zaczyna mnie tylko zastanawiać to moje spanie, bo wszyscy się mnie o to już czepiają, że jestem takim śpiochem. Karolcia niedawno też była podirytowana moim spaniem rano i wpadła do pokoju wrzeszcząc:

-Mamo wstawaj, wszystkie mamy na świecie na pewno już wstały tylko ty jeszcze śpisz!

Wstałam wtedy na równe nogi, jak po kuble zimnej wody na głowę, pamiętam. Bo skoro wszystkie mamy na świecie oprócz mnie już wstały tylko nie ja to nie ma żartów...

Co ja na to poradzę, że nie jestem takim rannym ptaszkiem, który budzi się pierwszy i stawia na nogi cały dom o 7 rano?Chyba muszę coś z tym faktycznie zrobić. Póki co koniec lata, koniec wakacji, dzisiaj już pobudka po 7 bo pierwszy dzień do przedszkola.

11:11, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »