RSS
piątek, 29 października 2010
Plaża

Uwielbiam widok plaży, zwłaszcza  o tej  porze roku. Kilka zdjęć z niedawnych wakacji.

 

 

 

23:40, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 października 2010
Takie małe szaleństwo...

Po 2.5 roku ciężkiej pracy przy dzieciach stwierdziliśmy  z mężem, że chcielibyśmy soobie przypomnieć na chwilkę jak to było kiedyś, dawno temu, jak księżniczek jeszcze nie było. Jak to jest wyspać się, nigdzie nie spieszyć, odpocząć, nie podporządkowując się  do  pory spania, jedzenia, itp,  poprostu nie robić nic, jedynie  wylegiwać się w słońcu na plaży lub przy basenie ;-)  Nie sądziłam, że jeszcze uda mi się "za młodu" takie wakacje zaliczyć, ale udało się i było niesamowicie.... Odpoczęliśmy sobie za wszystkie czasy chyba. To wszystko dzięki uprzejmości naszych rodziców oczywiscie , moja najwspanialsza na świecie  mama zgodziła się przyjechać do nas na tydzień, teściowie też sporo pomogli i wykazali się w weekend jak moja mama pojechała , tak że generalnie wszystko się udało. Z okazji 30 Maćka, która była niedawno i mojej, która już niebawem,  byliśmy tydzień na Fuereventurze ( na Wyspach Kanaryjskich) -  idealna na spokojny odpoczynek, zwłaszcza , że to nie szczyt sezonu tylko październik, a nadal piękna pogoda, cieplutko, niesamowicie cudowna plaża ( jakiej chyba wcześniej nie widziałam albo może kiedyś chwilę),długa i szeroka, z jasnym i drobnym piaskiem, lazurowa woda,  cisza , spokój, zero tłumów , do tego bardzo fajny hotel, pyszne jedzenie,basen, leżaczek,  drinki.... no tak  ....   Nie wiem , czy powinniśmy sobie byli na to wszystko pozwolić, bo wiadomo - wydatków przy dzieciach i w domu nie brakuje, ale nie żałujemy bo wyluzowaliśmy się maksymalnie i tego nam było potrzeba. Myślę, że każdy rodzic  ma ochotę zrobić sobie czasami ( to nasz pierwszy raz był )  krókie wakacje od dzieci, przypomnieć sobie co to relaks i przez pare dni nie robić porpostu nic , leżeć i nadrabiać zaległości książkowe, grzebiąc nogą w piasku. A jeśli nie ma -  to kłamie! ;-)

Jedno tylko było ale. Oczywiście bardzo tęskniliśmy za naszymi małymi bączkami, tak gdzieś po 2 dniach rozmawialiśmy już o nich coraz częsciej, a pod koniec  osiągnęliśmy nieprzekraczalną granicę, tj nie wytrzymalibyśmy bez nich  chyba ani jednego dnia dłużej. Oczywiście wiem , że miały świetną opiekę, więcej luzu nawet niż przy nas bo oczywiście dziadkowie pozwalają na wiele, taki ich przywilej już, tak że wszystko przebiegło w porządku, przez pierwsze 3 dni nawet o nas nie pytały, ale poźniej Karolinka się zorientowała , że coś nie tak i zaczęła o nas pytać i to mnie trochę jakby stresowało, że dziecko za mną tęskni...  A poza tym pierwszy raz poczułam jakiś taki strach związany z lataniem, że jakby coś się stało i miałabym już ich nie zobaczyć a one nas.......  na szczęście wszystko się udałoi teraz po tygodniu wrócliliśmy do naszego starego rytmu.

Jestem jeszcze nadal spragniona ich widoku, głosu, dotyku i całuje je co chwilę, przytulam, one oczywiście na to jak na lato ;-) wyznania miłosne padają co chwilę, odwzajemnione, czuję, że też się za nami niezmiernie stęskniły ale chyba nam już to wybaczyły ;-) Tak że powracamy do normalnego świata i rytmu:dom-praca, dzieci-   dom-praca -dzieci. Potrzebne mi było zatęsknić za tymi wszystkimi prozaicznymi sprawami, typu coś ugotować, włączyć pralkę, wykąpąć dzieci, poczytać im bajkę, bo w sumie co jest najważniejsze .....   utwierdzam się w przekonaniu, że rodzina oczywiście.

Bez nich prędko już nie pojedziemy nigdzie , to jest pewne ;-) Bo właściwie to doszliśmy z Maciusiem do wniosku, że wystarczyłby weekend gdzieś niedaleko , a nie 8 dni 5 h samolotem, żeby się oderwać i odpocząć. Ale było fajnie tak czy inaczej, o to nam przecież chodziło....

Może jutro wrzucę jakieś zdjęcia, a teraz zmykam do spania.

23:59, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »