RSS
czwartek, 20 listopada 2014
Szczyt próżności

Jaki jest szczyt próżności  rodziców małych dzieci?

Zorganizować córce urodzinowe przyjęcie pod tytułem" Frozen party" zastrzegając jednocześnie przy zaproszeniu 25-ciu gości , żeby dziewczynki nie przebierały się za Elsę , gdyż tylko solenizantka ma nią być! Jak wczoraj usłyszałam o takim pomyśle ( na szczęście nie w moim otoczeniu) to myślałam , że padnę.

Próżność,głupota, egoizm. I jak tu wytłumaczyć małej , płaczącej dziewczynce, że nie może przebrać się na "frozen party" za swoja ulubioną postać z bajki Elsę tylko np. z Czerwonego Kapturka lub Kopciuszka??

Rodzice... opamiętajcie się trochę.

Bajka i muzyka do filmu natomiast jest bardzo fajna

11:46, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
środa, 17 września 2014
Nasze Bardzo Udane Greckie Wakacje

W połowie sierpnia pojechaliśmy na utęsknione wakacje, na wyspę Zakhyntos. Uwielbiam Grecję, a teraz kochają ją jeszcze moje córki. Jak wyjeżdżaliśmy to płakały obydwie i pytały, czy zawsze będziemy tu przyjeżdżać. Dziewczynki były niezmordowane. Scenariusz dnia był oczywiście mało zaskakujący każdego dnia ( śniadanie, basen-nurkowanie, pływanie, dziewczyn skakanie do wody po 45 razy w ciągu 25 min np, obiad,w między czasie zabawy z innymi dziećmi, głównie Marysią i z kotem,potem- plaża,fale,budowanie zamków z piasku,powrót-kolacja i oczywiście wieczorem- mini disco). W ciągu dnia dziewczynki mogły jeszcze brać udział w zajęciach dla dzieci ( rysowanie, konkursy),wiec chętnie tam biegały ,jak tylko byliśmy w hotelu. Tatuś wzorowo zajmował się dziećmi (tak  jak obiecywał po dłuższej nieobecności w domu),co umożliwiło przeczytać mi kilka interesujących pozycji. Dziewczynki zrobiły duży krok w stronę nauki pływania, bo już w pierwszym dniu nauczyły się nurkować. Z wody trzeba je było wyciągać niemalże siłą. Od rana do nocy były w ciągłym ruchu,dlatego też miały problem, żeby wstać rano na śniadanie,które kończyło się o 10.00

Poza tym można było nacieszyć oczy ładnymi widokami,grecki klimat mącili jedynie barmani mówiący po polsku ;-) Na jeden dzień wypożyczyliśmy sobie samochód , żeby przejechać całą (niedużą) wyspę. Trasa tylko dla bardzo dobrych,doświadczonych kierowców bo góry, urwiska,zakręty i niemożliwie wąsko, a do tego parkowanie na centymetry ( czyli jednym słowem nie dla mnie jako kierowcy), ale widoki były piękne i zaliczyliśmy kąpiel na 4 innych plażach. Jeden dzień byliśmy też na wycieczce statkiem do miejsca,które jest na każdej wizytówce Zakhyntos, czyli  tzw.zatoki wraków. Miejsce i widok-rzeczywiście pokrywające się z tym, co na widokówce - niesamowite. Z tym , że było tam za ciasno , bo do brzegu co chwilę dobijał kolejny statek z nowymi  turystami, tak że nie można tam było przebywać dłużej niż 1-1,5 h, z resztą nie było raczej takiej potrzeby ani miejsca na to ;-). Jedyny minus- za krótko o jakieś 3-4 dni.

Tak, to były bardzo relaksujące, spokojne wakacje, czego dowodem był np taki dialog mój i męża:

- On:"Który dzisiaj jest"

- Ja: " Wiesz co, właśnie się zastanawiałam nad tym samym jakieś 10 -15  minut i obliczyłam, że chyba musi być 19.sierpień.

-On:"A która jest godzina?"

-Ja:" A tego nie wiem, nie noszę zegarka,nie jest przecież wodoodporny....gdzieś tam leży w torebce,ale nie chce mi się go wyciągać..." ;-)

To jest właśnie to-zapomnieć dzień i jeszcze godzinę, odpocząć i odpłynąć-zresetować mózg. Takie rzeczy tylko na urlopie,zwłaszcza na Zakhyntos!

 

 







 

 



 

 

 

 

01:03, lubie.lato
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 września 2014
Lipiec=Ana

Lipiec upłynął w zasadzie pod hasłem Ana. To moja jedna z 3 na prawdę wspaniałych sióstr ( relacje z rodziną należą dla mnie do tych najważniejszych). Anię widziałam ostatnio 6 lat temu ,jako że ona też mieszka w US i tak się jakoś poskładało, że dopiero teraz miała sposobność przyjechania tutaj na wakacje, poznania moich córek ,a my-pierwszy raz widzieliśmy z kolei jej córkę -Kasię. To jest chore, żeby mieszkać od siebie tak daleko i spotykać się tak rzadko.Dopiero jak tutaj była uświadomiłam sobie,jak bardzo mi jej brakuje,jak bardzo za nią tęsknię. Było dużo posiedzeń do nocy(lub świtu), śmiechu,zabawnych sytuacji, wypadów i to już są właściwie wspomnienia.

Tak, to ma sens,kiedy ma się dużo rodzeństwa, kiedy ma się z nimi dobre relacje ( jest jeszcze brat!) i kiedy ma się świadomość, że cokolwiek by się działo ZAWSZE mogę na nich liczyć i oni na mnie. To są tacy przyjaciele, o których nie musisz specjalnie zabiegać,bo oni po prostu są ( mimo że daleko).

21:05, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
Wracamy po długiej ciszy

Zaniedbałam bloga przez to lato,zniknęłam, ale jestem - wracam.

Wpisy mnożą się ale jedynie tylko w mojej głowie Jestem chyba beznadziejnie zorganizowana , że nie potrafię poświecić kilkunastu minut na przeklepanie tego co mam w głowie-tutaj.

Od czego tutaj zacząć? Może nie będę pisać elaboratu  na 10 stron A4 tu  i teraz tylko po kolei, króciutko.

 

 

 

 

20:50, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 lipca 2014
Są takie powody

Są takie powody w życiu,takie sytuacje,kiedy to człowiek zalicza przejażdżkę   dorożką po krakowskim rynku ,(mimo iż nigdy wcześniej by na to nie wpadł ,jako  że jest w Krakowie  codziennie w pracy i też 7 lat mieszkania tam ma za sobą, bo jak to dorożki??Przecież one są dla turystów!).

Są takie powody, dla których idzie się spać o 4 nad ranem ,(kiedy to robi się już mocno jasno a ptaszki wyraźnie już śpiewają),pomimo że 2 poprzednie wieczory siedziało się niewiele krócej bo do 3 . Wszystko  dlatego, żeby nacieszyć oczy,uszy i resztę zmysłów widokiem kogoś, kogo nie widziało się 6,5 roku i nie wiadomo kiedy będzie ten następny raz. I nie czuje się senności dnia następnego.

Ten powód nazywa się Ana.

21:54, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2014
AMSTERDAM, czyli w życiu piękne są tylko chwile

 

 

Ależ cudowny weekend udało mi się zaliczyć ostatnio! Korzystając z tego, że mąż przebywa ostatnio częściej w Amsterdamie niż w domu ( ale na szczęście już kończy projekt powoli, ) wyrwałam się do niego na 3 dni - potwornie relaksujące,przyjemne i radosne.Aż i tylko 3 dni. Nie zabrałam ze sobą dzieci tym razem,bo w sumie uznaliśmy,że lepiej będzie jak zostaną z dziadkami ( którzy to zapewnili im masę rozrywek na wsi, oni są obłędni i uwielbiam ich).

Moje wrażenia o Amsterdamie są oczywiście bardzo pozytywne. Amsterdam to po pierwsze wszechobecne rowery. Nigdy nie widziałam aż tylu rowerów na raz- były wszędzie, jeździły na nich całe rzesze ludzi, rodziny z trójką dzieci( np 2 dzieci w specjalnym boksie,takim drewnianym wózku-skrzynce,doczepianym z przodu, a trzecie dziecko np na bagażniku albo w chuście na plecach). Na rowerze jeżdżą tam też eleganckie panie w szpilkach i sukienkach,nastolatki, ludzie w podeszłym wieku,turyści- ogólnie wszyscy. Mają swoje ścieżki,ale i tak trzeba mieć oczy na około głowy.

Amsterdam to też miasto ludzi,którzy świetnie mówią po angielsku i nieważne czy jest to taksówkarz, pani z obsługi na dworcu,która doradza w który wsiąść autobus,pan myjący sklepowe okna przy ulicy,sprzedawca gofrów, pracownik muzeum,sprzedawca w supermarkecie czy biznesmen w drogim garniturze ....To jest zupełnie bez znaczenia, jako że każdy mówi po angielsku tak, jak w sowim języku,znacznie lepiej niż jakikolwiek pracownik centrum finansowego w Krakowie czy innych korporacjach( czego nie można powiedzieć np.o Paryżu-o nie!). Jak to jest, że oni jako naród to potrafią, a my nie?

Amsterdam to miasto wielu zakazanych,nielegalnych  rzeczy,które mimo tego,że  są wszędzie , nikogo nie dziwią i nie szokują, a ludzie, którzy chcą z nich korzystać , robią to z jakimś  takim umiarem, kulturą i bez robienia zbędnego szumu-takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Ogólnie widać uśmiechniętych , + miłych ludzi,wyluzowanych, raczej dobrze ubranych. Ale może wszyscy wydawali się być tacy mili  od tego,co unosiło się w powietrzu na każdym rogu i samego wdychania oparów? ;-) Być może-kto wie? W każdym razie ten  kraj kolorowych tulipanów i gofrów w syropie karmelowym jest naprawdę fajny i dziwię się sobie, że byłam tam dopiero teraz. Mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś tam zawitam.

Mąż zorganizował mi mały maraton, tak więc zaliczyłam:

-muzeum Van Gogha

-Rijskmuzeum ( koło naszego hotelu)

-rejs kanałami wokół miasta

-muzeum Heinekena

-muzeum figur woskowych

- wycieczkę nad morze ( 30 min pociągiem)

Niektórych to strasznie dziwi ,ale ja na prawdę lubię chodzić po muzeach ( zwłaszcza malarstwa). Na niektórych muzeach widniał ogromny napis "Art is therapy" i ja się pod tym jak najbardziej podpisuję.

Małe piwko w muzeum Heinekena ( w cenie biletu , więc musiałam ;-) )

O i tutaj gdzieś kolejne:

 

Wino na plaży?Why not?

 Jak widzę morze,to wariuję. Tak mam od zawsze, od kiedy pamiętam.Tak było , jest i będzie. Nie wiem dlaczego,ale zawsze największą wolność czuję właśnie nad morzem.

 

Matka-wariatka i morze.

 

  Ale u mnie też jest mniej więcej tak,że nie może być za fajnie, za dobrze zbyt długo-mam wrażenie ,że ktoś pilnuje tej równowagi w przyrodzie.

Tak więc wszystko, co dobre szybko się kończy  i czar prysł szybciej niż przypuszczałam i ze zdwojoną siłą. W poniedziałek trzeba było zawitać już w pracy, a jako że był to ostatni roboczy dzień miesiąca - wyszłam z niej o 23,00 ( aby następnego dnia być już o 8, po 3 h snu ). Taka bańka mydlana, bardzo ulotna i cienka. Sinusoida.Nie ma umiarkowanych stanów, nudy i jednolitości -mega relaksujący weekend i euforia,i powrót do pracy-stres, napięcie,siedzenie do późna-powrót  do szarej  rzeczywistości.

"W życiu piękne są tylko chwile".

 

 

 

 

 

 

 

00:27, lubie.lato
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 czerwca 2014
Moja bohaterka Olcia

Olcia była  dla zdecydowanie bohaterką wczorajszego dnia, a to dlatego, że zaliczyła pierwsze w życiu borowanie i pierwszą plombę! Mimo tego, że o ząbki dbamy, szorujemy i nigdy nic nie było,nagle wypatrzyłam małą dziurkę między 4 a 5 ( bo było tam za ciasno). Udało się i to bez ani jednej łezki i bez znieczulenia! Była dzielna, poważna, odważna- myślałam, że pęknę z dumy. Dentystka ją wychwaliła, tym bardziej jak się okazało, że sama jest z bliźniaczek. Ola przed wizytą byłą zainteresowana głównie tym, czy Pani dentystka będzie miła ( i czy plomba będzie różowa). Nie widziałam na oczy Pani dentystki ,bo umówiłam się w ciemno tam, gdzie był najbliższy termin, tym bardziej miło byłam zaskoczona gdy okazało się, ze Pani dentystka okazała się super milutka. Tak Olcię zagadała, zakręciła, że dało się to zrobić nawet bez znieczulenia ( gdzie normalnie dorosły człowiek bez znieczulenia to raczej nie bardzo ...).W nagrodę - jazda windą, czyli do góry i na dół na fotelu dentystycznym, kilka razy. Tak , że drogie mamy - miła dentystka to 50 % sukcesu.

Pod koniec dnia Oleńka postawiła kropkę nad i stwierdzeniem:" Mamo,już wiem kim będę jak dorosnę. Dentystką. "

Koszt wizyty:150 zł ( z czego plomba 80zl, pozostałe  70zł to cena zabawki-nagrody, nie licząc nagrody pocieszenia dla Karolki, która to pacjentką nie była,ale asystowała ). Reasumując- chodzenie do dentysty to całkiem droga impreza,biorąc pod uwagę to, że zębów w buzi trochę jest no i razy dwa ;-)

22:19, lubie.lato
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 czerwca 2014
Boże Ciało

 

 



 

 

 







23:12, lubie.lato
Link Komentarze (3) »
środa, 18 czerwca 2014
Czerwcowo-lajtowo

Fajny okres trwa nadal,oby nie kończył się prędko!W pracy ludzi jak na lekarstwo- więcej na urlopie niż w biurze,zatem cisza, spokój, zero nerwów,głupich odzywek, ciętych ripost,denerwujących zagrywek . Null. A co za tym idzie - motywacja do pracy jest jakby średnia ,bliska zeru nawet,  a częstotliwość zalogowania się na pocztę, fejsa i innych portali społecznościowych ( i pudelkowych) jest za pewne odwrotnie proporcjonalna do liczby zalogowań się   do Sapa itp. Totalne, wakacyjne rozluźnienie. Trzeba naprawdę mocno wziąć się w garść, żeby  cokolwiek zrobić.

Wczoraj mieliśmy 8 rocznicę ślubu , z tym że M.jest nadal w Amsterdamie ( do piątku) ,tak że uczciliśmy ją na Skypie rozmową ;-)

Dziewczynki mają się dobrze. Mają fajną "miarę" pracy - mierzoną chyba w stronach. Pytały raz tatusia :"Tatusiu,zrobiłeś już całą swoją pracę" ? Tatuś - niestety jeszcze nie. A ile stron Ci zostało?" Albo też Olcia ostatnio mi zakomunikowałą , że mama jakiegoś kolegi  z przedszkola zrobiła już całą swoją pracę i ma wolne. Ja na to -a skąd wiesz? A Olcia: " bo jak byliśmy w bibliotece to widzieliśmy,jak chodziła po mieście.Skończyła już swoja prace i teraz codziennie chodzi  sobie na zakupy ,bo ma czas". Coś w tym stylu. Fajne co nie?

Nie mogę doczekać się już wakacji!!!

Poniżej - pamiątka z przed  ponad 5 laty, czyli zdjęcie zatytułowane:" Pamiętaj, aby ZAWSZE odłożyć mąkę na swoje miejsce" Ktoś nie odłożył, a one tylko na to czekały. Wiem, ze był jeszcze nakręcony film z tej akcji, ale nie przetrwał ( bo nie był zapisany w chmurze ;-))

 Pamiętam, że Karolinka po tym jak spostrzegła,że zobaczyłam ten sajgon, zaczęła uciekać ( raczkując), co widać z resztą na zdjęciu nr 2. ;-)

22:49, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 czerwca 2014
6 lat Olci i Karolci

16 maja dziewczynki obchodziły 6-te urodzinki, w dwóch częściach nawet: 1- w piłeczkach z koleżankami i kolegami z przedszkola oraz 2- w domu, standardowo-dla rodzinki. Jak one szybko mi urosły, moje duże, dzielne, mądre dziewczynki, moje 6-cio latki już!

Córeczki Najdroższe i Najukochańsze Moje! Życzę Wam przede wszystkim zdrowia,bo ono jest najważniejsze, wybrania odpowiedniej drogi w życiu i robienia tego,co będziecie kochać ( wtedy i ja będę mieć mniej siwych włosów na głowie) i oczywiście żebyście były szczęśliwe!

Tradycyjnie - mała fotorelacja dla cierpliwych ;-)

 

 

 

23:32, lubie.lato
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15