RSS
czwartek, 17 października 2013
Jak działa drukarka czyli c.d.trudnych pytań

Szkoda, że nie zapisywałam sobie na bieżąco różne ciekawe pytania, jakie już padły z ust moich najwspanialszych.Nieraz śmiałam się do rozpuku, albo też zostałam wprawiana w stan osłupienia. Często też w myślach krzyczałam" dlaczego mnie się o to pytacie, gdzie ten tata...?" Ostatnio na topie jest kosmos, planeta Ziemia i takie tam - tutaj niestety wykazuje różne braki i obiecuje sobie - doczytam dla nich w necie, doczytam!! Dzisiaj Olcia np. stwierdziła , że jak dorośnie i wyprowadzi się z domu to wybiera miejsce - uwaga: Mars. Ja na to, że będzie tam raczej pierwszym człowiekiem, a ona - wiem, i reszta Marsjan ;-)

Ale to co rozbawiło mnie dzisiaj niesamowicie ( i Olę) to pytanie , zwyczajne w sumie: "Jak działa drukarka? Jak to się dzieje, że można wydrukować rysunek?" Ja zmęczona po całym dniu , a rysująca swoim pociechom od godziny pieski na ich zamówienie kombinuję, jakby tu sensownie z tego pytania wybrnąć, a w między czasie Karolinka odpowiedziała :

" W komputerze jest bardzo dużo dzieci i każdy z nich robi kropkę, aż powstaje z tego cały rysunek" :)

Wpadlibyście na to? Bo ja nigdy .

00:04, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 września 2013
Wspomnienie lata

Lato to już wspomnienie. Teraz dzielnie bronimy się przed potencjalnymi pierwszymi wirusami i bakteriami. W tym celu zrobiłam dziewczynkom nalewkę czosnkową z miodem i sokiem cytrynowym i piją to elegancko jako syrop 2 razy dziennie- jestem z nich dumna ( i pełna nadziei , że to coś da i będą mniej chorować, mam na myśli głównie Karolkę). Jak pierwszy raz tego spróbowały to nie było za wesoło tylko:"a fuj, ohydne, "fujiczne",bleee,  nie będę tego pić", wiec dodałam więcej cytryny i miodu i już jest ok, dają radę. Przed nami długie wieczory w domu. A jeszcze nie tak dawno:

 

Karolka ze swoją chrzestną , a moją piękną i kochaną  siostrą -Madzią.

Lodowo:

Ola i jej najlepszy przyjaciel, ukochany kuzyn Maksiu ( udawali wtedy, ze jeżdżą razem na motorze...dobre ;-)

 

I mamusia na koniec:

 

 

 

12:55, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 września 2013
Czas nie stoi w miejscu



 

 

W niedzielę rano nadrabiam urodowe zaległości, a córki  napatrzą się z boku i potem chcą robić identycznie wszystko to co ja . Wyjątkowo im pozwoliłam.Nasze wyjście rozciągnęło się w czasie, mąż stracił cierpliwość z 3 razy-biedny ten chłop, który ma w domu 3 kobiety.

Ale miny i radość dzieci - bezcenne.

 

 

 

10:34, lubie.lato
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 września 2013
Egipt 2013

Z wakacji wróciliśmy ponad 2 tygodnie temu i pewnie dla niektórych to będzie szok,bo byliśmy w...Egipcie. Tak się złożyło, że wakacje wykupiliśmy jak było tam w miarę spokojnie i MSZ zapewniał,że jest bezpiecznie, a w przeddzień wyjazdu wznowiły się zamieszki .Oczywiście nie mieliśmy ochoty tam jechać i byliśmy zdenerwowani tą całą sytuacją, ale mieliśmy do wyboru ewentualnie stracić całą kasę i nie jechać nigdzie, bo biuro nie zmieniało jeszcze wtedy kierunków wyjazdu. Tak  że pełni obaw, w lekkim napięciu, ale za to w towarzystwie naszych znajomych i ich 5-cio letniej córeczki udaliśmy się na wakacje do kraju, w którym aktualnie toczyła się wojna domowa, wierząc mocno w zapewnienia, dziennikarzy i oświadczenia  biur podróży, że kurorty oddalone o 500 km od Kairu są bezpieczne. Najbardziej zestresowany był mój mąż, który zapożyczył chyba katastroficzne nastroje od mojego taty  i momentami wypatrywał jakiejś rakiety , a w momencie jakiegoś większego huku nasłuchiwał odgłosu bomby. Wciąż powtarzał, że to jakieś szaleństwo, że się znaleźliśmy na wakacjach w Egipcie.

Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Byliśmy, wróciliśmy i przeżyliśmy - cali i zdrowi, nikt się też nie pochorował na zemstę Faraona.  Oczywiście hotel świecił pustkami, o ile przez pierwsze 3 dni było sporo ludzi,  to potem z każdym dniem coraz mniej i mniej  , bo loty zostały wstrzymane i nikt już tam nie przybywał,  a co za tym idzie- nastroje wśród personelu nie były za wesołe, ludzie z dnia na dzień mieli mieć przymusowe wakacje i nie było przez to nikomu do śmiechu. Plaża- pustka, przy basenie nie było walki o leżaki, żadnych tłumów, hotel obłożony może w 25 procentach.Gdyby nie ta całą niepewna sytuacja - to bardzo fajne wakacje. Dziewczynki większą część czasu spędzały w basenie,( miały różne zjeżdżalnie itp wynalazki),  najchętniej ze swoim pływackim mentorem czyli tatusiem ukochanym( nie moja wina, że mam słabsze ręce i gorsze w wodzie pomysły niż tatuś, w związku z tym oddawałam się w tym czasie błogiemu relaksowi czytania książek). Oczywiście fajnie by było gdzieś się przejechać, coś zobaczyć innego niż hotel i nie mieć codziennie takiego samego scenariusza  dnia ;),  ale nasze dzieci miały jednak wiele atrakcji, animacje w języku polskim itp. tak że były zadowolone, a tym samym my - również. Za rok jednak zaplanujemy wakacje w całkiem innym stylu ( i nie koniecznie będzie to all inclusive) może to dzieci dopasują się trochę pod nasze potrzeby, bo będą miały już 6 lat - kto wie?Chyba nie będą miały wyjścia :) Ahhhhh i pojedziemy  oczywiście  do kraju, gdzie nie będzie się toczyć wojna domowa.

A teraz oczywiście duuużo zdjęć:

Ta czarna plama w oddali to ja :) Poszłam się przejść jak był przypływ, w sukience i w klapkach. Żeby móc popływać trzeba było iść ok 150-200 m .Poszłam na spacer , ale jak zobaczyłam ten cudowny, seledynowy kolor wody, nie potrafiłam się oprzeć i po prostu musiałam się w tej cudownej wodzie zanurzyć i przepłynąć,to było coś pięknego- dla mnie mega relaks .Relaks, który niestety błyskawicznie się skończył, jak zobaczyłam przy pomoście, że jest czerwona flaga, (a więc zakaz kąpieli ze względu na fale), a następnie ujrzałam przy brzegu wymachującego we wszystkie strony rękami mojego troskliwego męża, ( któremu w głowie piętrzyły się katastroficzne nastroje - rakiety, wybuchy , mój skurcz łydki np.też) .Oczywiście jak to wszystko zobaczyłam, czar prysnął hehe i trzeba było wracać, ale było cudownie. A poza tym to rozbraja mnie to, że mąż się tak o mnie martwi i często traktuje mnie jak małą dziewczynkę. A inna sprawa, to że jakaś część dziecka we mnie nadal pozostała.

 

 

 

 

13:42, lubie.lato
Link Komentarze (2) »
środa, 11 września 2013
Ostatni rok w przedszkolu

W tamtym tygodniu dziewczynki z uśmiechem pomaszerowały po wakacjach do przedszkola.Trochę mi się łezka kręciła w oku, że 2 lata temu zaprowadzaliśmy je pierwszy raz ( i miały nietęgie miny), a teraz już takie duże panny-jak ten czas szybko zleciał! Aż nie chce mi się wierzyć, że za rok pójdą do pierwszej klasy ( niestety będą musiały bo są z maja).

dla porównania 2 lata temu:

 

12:52, lubie.lato
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 września 2013
Piękna niedziela-kilka chwil w górach

Uwielbiam taką jesień: słoneczną, suchą i kolorową. Uwielbiam smak malin, jabłek i pomidorów o tej porze roku.  Wprawdzie  łapie mnie trochę nostalgiczny nastrój, że oto kolejne lato minęło bezpowrotnie, a nie zdążyliśmy się nim nacieszyć i wykorzystać go w pełni, ale to  właśnie we wrześniu mam chęć łapania ostatnich przed zimą promieni słonecznych i też wycieczek plenerowych. Przed wczoraj (przy okazji odwiedzin u rodziców w moim rodzinnym mieście) zrobiliśmy sobie wycieczkę na Łysą Górę, czy raczej Miejską Górę. To jest taka mała górka, ale były obawy, czy dziewczynki zechcą jej podołać o własnych siłach ( bo na noszenie to są już za ciężkie - i to jeszcze pod górę). Ola co prawda była już tam rok temu, z lekką pomocą taty barków, ale Karolinki to było pierwsze takie strome podejście . Nie potrzebnie się obawiałam, bo dzieci były zachwycone, wręcz biegły pod górę, zaciekawione tym, co widzą. Zbierały szyszki, nawijały cały czas radośnie. A ja przypomniałam sobie moje stare szlaki młodości i też to, że ja bardzo lubiłam kiedyś chodzić po górach. Chciałabym też, żeby moje dzieci wolały chodzić po górach niż po galeriach handlowych. W związku z tym w przyszłym tygodniu też się gdzieś wybierzemy, jeśli oczywiście pogoda na to pozwoli.

 

no...prawie , że samodzielnie...

13:46, lubie.lato
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 września 2013
1:1

Jedziemy sobie  w ostatnią środę do L-wej  ja i moje córeczki, złapać ostatnie podrygi lata.Buzie się im oczywiście nie zamykają, można dowiedzieć się to i owo. Karolcia:

-Mamusiu, ty lepiej jeździsz samochodem niż tata,  bo wolniej

-Muszę jeździć wolniej bo wiozę swoje najdroższe skarby

-To znaczy,że dla taty nie jesteśmy skarbami?

-Ojej nie, oczywiście , że jesteście-źle sformułowałam zdanie

na co Karolka rzuciła szybką ripostę, żebym nie zdążyła obrosnąć w piórka:

-Ale tata za to lepiej rano wstaje niż mama bo wcześniej!!!

....

Czyli jest remis, 1:1.

Zaczyna mnie tylko zastanawiać to moje spanie, bo wszyscy się mnie o to już czepiają, że jestem takim śpiochem. Karolcia niedawno też była podirytowana moim spaniem rano i wpadła do pokoju wrzeszcząc:

-Mamo wstawaj, wszystkie mamy na świecie na pewno już wstały tylko ty jeszcze śpisz!

Wstałam wtedy na równe nogi, jak po kuble zimnej wody na głowę, pamiętam. Bo skoro wszystkie mamy na świecie oprócz mnie już wstały tylko nie ja to nie ma żartów...

Co ja na to poradzę, że nie jestem takim rannym ptaszkiem, który budzi się pierwszy i stawia na nogi cały dom o 7 rano?Chyba muszę coś z tym faktycznie zrobić. Póki co koniec lata, koniec wakacji, dzisiaj już pobudka po 7 bo pierwszy dzień do przedszkola.

11:11, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 sierpnia 2013
Sypialniane sprawy

Karolinka już od dłuższego czasu ma tak, że woli zdecydowanie naszą sypialnie od swojej. Mówi, że u nas pościel jest bardziej zimna (?) i wymyśla różne rzeczy,żeby tylko spać u nas. Nawet jak zaśnie u siebie to i tak częściej budzi się u nas niż w swoim pokoju, bo przychodzi w nocy lub nad ranem.

Wczoraj mnie trochę rozśmieszyła ( aczkolwiek nie wiem czy to było takie znowu  śmieszne) ,  rozmowa mniej więcej wyglądała tak:

- Karolka, idź do siebie, będzie za gorąco nam w trójkę

-Mamusiu...( błagalnie i słodko), ale ja nie mogę tam spać bo Ola już zasnęła i nie mam z kim porozmawiać,

-Ale tutaj też będziesz teraz sama bo my jeszcze siedzimy na dole to co zmyślasz,

-Mamusiu...ale ja muszę się przytulić do kogoś GRUBEGO ...

-To masz tam takiego wielkiego słonia - maskotkę, do niego się przytul

- Ale ty jesteś GRUBSZA, wolę do ciebie....

 

O żesz  pomyślałam sobie.... nie jest dobrze. Czas się wziąć za siebie i to szybko. Trzeba jednak zaprzyjaźnić się z ćwiczeniami na płycie DVD Ewy Chodakowskiej o nazwie "Kiler" hehe.

Póki co rano wygrywał sen a wieczorem chłodne piwko. Dzisiaj rano wstałam po 7.00 ale posiedzialam sobie na tarasie z kubkiem kawy i łapałam chwile relaksu i ciszy, na ćwiczenia psychicznie jestem jeszcze nie w 100 % gotowa (  może tak w 80 %).

Poza tym to od  miesiąca jestem zupełnie wolnym człowiekiem i mam czas na wiele rzeczy ,a przede wszystkim spędzam dużo czasu z córeczkami-24 h na dobe ;-) niemalże ale o tym w osobnym wpisie...

14:21, lubie.lato
Link Komentarze (6) »
Upalne lato

Nie pamiętam już takiego lata jak to. Pięknie, słoneczne, bez deszczu,  upalne, południowe-jak nie u nas. Wiem, że niektórzy narzekają, bo za gorąco, nie ma czym oddychać, nic się nie chce itd - ale nie ja - ja uwielbiam to i tak mogłoby być zawsze. Ja wciąż pamiętam o śniegu na początku kwietnia, więc nie narzekam. Wiem natomiast, że za kilka (pewnie za 3  m-ce)będziemy mocno tęsknić do takich chwil jak ta:

08.08.13 godz 20.10 trzydzieści kilka stopni na termometrze, dzieci biegające po trawniku pomiędzy zraszaczami:

 

13:04, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lipca 2013
Ewa

Spędziłam ostatnio bardzo przyjemny weekend.Na wakacje do Polski przyleciała na 3 tyg.moja najstarsza siostra Ewa, ostatnim razem widziałam ją 2 lata temu. Ewa jest o 11 lat starsza, ale tylko metryką ;-) jej duch jest bardzo młody, co widać na każdym kroku, jest bardzo pogodna, uśmiechnięta,niestety ma mniej zmarszczek ode mnie, pięć razy więcej włosów niż ja  i  ponad to chyba milion znajomych w każdym zakątku świata, z którymi jest w ciągłym kontakcie. Ewa ma też niezwykłą umiejętność rozmawiania z każdym, niezależnie od wieku, statusu, zawodu itp. Z takim samym  szacunkiem rozmawia z tymi , którzy odnieśli sukces jak i z tymi, którym się w życiu nie powiodło.  Jest bardzo  pozytywna osobą i ludzie przebywający w jej otoczeniu po prostu dobrze się czują ( zaobserwowałam to ).

Niezwykłe jest to, że chociaż widzimy się tak rzadko, na co dzień tez nie rozmawiamy zbyt często,  to jednak gdy  się spotykamy jest tak,jak gdyby to było wczoraj,  jak gdybyśmy były bardzo blisko i widziały się codziennie,a ja nadal mogę się poczuć jak najmłodsza siostra Stefcia. 

Spędziłyśmy czas bardzo przyjemnie, popijając kawę, martini z  lodem i zajadając się tartą truskawkową ( i malinowo borówkową). Było niesamowicie.trzeba łapać każde chwile i spędzać jak najwięcej czasu z rodziną. Nigdy nie wiadomo, kiedy zobaczymy się następnym razem.Wczoraj pojechałam do domu rodziców pożegnać się z nią i jakoś tak fajnie się rozmawiało, że aż zrobiła się 2,30 a ona o 5.00 rano  miała pobudkę . Życie nie składa się z samych logicznych pomysłów.

Mam nadzieję, że wypijemy jeszcze nie jedną kawę i nie jedno martini.

Poleciała i już za nią tęsknię.

 

13:39, lubie.lato
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15